Dziś nie piszę o sporcie w wydaniu polskim, lecz w światowym pod wpływem refleksji oraz rozważań egzystencjalnych. Wczoraj temat nasunął się niestety sam, jest nim już nieobecny wśród żywych zawodnik FC Sevilla Antonio Puerta.
Był nazywany „złotym dzieckiem” Hiszpanii, miał przed sobą całe życie. Piłkarz, w wieku 22 lat zmarł wczoraj popołudniu w miejscowym szpitalu w Sevilli, po tym jak dwa dni wcześniej stracił kilkakrotnie przytomność podczas meczu z Getafe. Nie tylko Sevilla, Hiszpania, lecz także cały piłkarski świat jest pogrążony w żałobie. Przed tym tragicznym incydentem Puerta był okazem zdrowia, nie pił, nie palił, prowadził zdrowy tryb życia. Wywalczył w swojej krótkiej, ale błyskotliwie zapowiadającej się karierze 5 trofeów (2 razy Puchar UEFA, Superpuchar Europy, Puchar i Superpuchar Hiszpanii i to wszystko w ciągu 15 miesięcy). Jak każdy młody człowiek Antonio Puerta miał wiele marzeń, nie tylko tych sportowych, lecz również życiowych, za półtora miesiąca miał zostać ojcem. W historii piłkarskiej było wiele takich smutnych wydarzeń i niestety Puerta stał się ich częścią. Podobnie umierali: Mikos Fehrer, Hugo Cuinha, Mohamed Abdelwahab, Danny Ortiz, Johny Aldana, Sixto Rojas, Marco Dos Santos, czy Marc Vivien-Foe (najbardziej tragicznie, bo na oczach kilkudziesięciu tysięcy widzów podczas Pucharu Konfederacji w 2003 roku), a wczoraj Antonio Puerta. Choć wygrał wiele meczów, to ten wczorajszy, a zarazem najważniejszy, mecz o własne życie, przegrał. Na pewno pozostanie w sercach i pamięci wszystkich sympatyków piłki nożnej na świecie jako człowiek, który kochał piłkę i zostawił dla niej serce na boisku. W imieniu naszej redakcji i swoim łączę się w smutku. Żegnaj Antonio Puerta i spoczywaj w pokoju..
KMart